Zimno i sól

Tofik na spacerzeNo to są chyba jakieś jaja. Mróz taki, Nieszczęśliwy Tofik ;)że ogon się prostuje. Wyjście na przysłowiowe siku to prawie szczyt odwagi. Pańcia ubiera grube futra, rękawice, czapkę, a mi zakłada grubą... obrożę. A co ja jestem, jakiś pingwin, że nie odczuwam chłodu? No wybacz Pańcia, ale lansować się to ja mogę ale ciepłym latem, a teraz pomyśl o jakiś barchanach dla mnie! Moje piesko-bulterierowe boskie ciało wymaga ogrzewania. Ale jej to można tłuc do głowy... Zero współczucia. A jak już wyjdziemy, to oczywiście jakiś niespełna rozumu człowiek musiał wywalić tonę soli na drogę. No co za idiota. Sól dla moich łap wcale nie jest łagodna. Szczypie, swędzi, boli. I ja mam po tym łazić? No koszar jakiś. Idę, bo muszę. Chyba namówię Pańcię, żeby zapisała mnie na kurs korzystania z urządzeń domowch, czyli toalety. Z łóżka Pańciów już się nauczyłem :).

Spadł śnieg

Każdy ma swoje wyobrażenie o zimie. Ja, na przykład, lubię troszkę śniegu, żeby można było pobrodzić łapami. Ot tak dla zabawy. Ale zwałów śniegu nie znoszę. Ciężko wszystkie zaspy obsikać lub przekopać. Ale Pańcia... Póki śniegu nie było, była zdyscyplinowana, zajęta pracą i wpatrzona we mnie. A tu nagle, jak grom z jasnego nieba spadł śnieg. I wiecie co? Pańcia nagle zrobiła się niezwykle szczęśliwa. Gapi się przez okno z bezmyślnym uśmiechem patrząc na opadające płatki. Wyciągnęła już narty i dechę. Ma tyle zadowolenia w sobie i energii, że ciąga mnie na długie spacery, śmiejąc się cały czas i rzucając mi śnieżki. Nie przeszkadza jej, że musi co dzień szuflą przewalać tony bieli przed domem. To tylko zmrożona woda, a ile radości jej sprawia. No cóż, wariactwo, ale każdy ma jakiegoś bzika ;).

Żeby Cię było lepiej słyszeć

Ucho TofikaUwielbiam swoje pontoniki i kocyki. Bulterier śpiSpędzam na nich mnóstwo czasu w zależności od potrzeb na prawym lub lewym boku. Bardzo lubię być przykrytym po czubek głowy. Problem w tym, że wtedy niewiele słyszę. A co, jak Pańcia zawoła „Masz” i ominie mnie coś smakowitego? Hmm? Byłaby to nieopowetowana strata. Wymyśliłem jednak sposób jak połączyć pełne przykrycie kocem z idealnym nasłuchem radarowym. Wygryzłem w kocu dziurę, tak żeby się ucho zmieściło :). Tak, żeby było Cię lepiej słyszeć Pańciu! Na szczęście Pańcia wykazała dużą dozę spokoju i tym razem obeszło się bez wrzasków o zniszczony koc i trzaskania szmatą w tyłek. No ale komu by serce nie zmiękło patrząc na takiego śpiącego niewinnego, maluniego piesunia?

Nowy rok i co dalej...

fajerwerki2W Sylwestra, jak zwykle, ludzie szaleją. Makijaże, balejaże, szampany i... petardy. Większość czworonogów nie lubi strzelania, ale ja jestem wybitnym czworonogiem. Mnie się bardzo podobają widowiskowe sztuczne ognie i lubię je oglądać przez okno z mojego pokoju. W tym roku też chciałem zobaczyć widowisko. Niestety nie dotrwałem. Zmożył mnie sen i zwyczajnie przespałem najlepsze. Pańcia, co prawda, budziła mnie, szarpiąc za ucho i coś tam nawet mówiła, że to już i „Wstawaj leniwy spaśluchu”, ale nic z tego. Sen zwyciężył. Ej, Pańcia, a gdzie się podział mój szampan z miski? Znowu wypiłaś? Żeby tak pozbawiać alkoholu małego pieska. No wiesz, to się już nazywa alkoholizm. I nie wypijaj perfum! Będziemy musieli poważnie porozmawiać wkrótce!

I już po świętach

wigilia2011Ech, co to były za święta. wigilia2011Spędziliśmy je w duuużym rodzinnym gronie. Było cudownie. Ubrałem się na tę okazję bardzo elegancko, czyli muszka obowiązkowo. Nawet wskoczyłem do wanny, żeby lśnić i pachnieć na taką uroczystość. Ja też śpiewałem kolędy, no trochę fałszowałem, ale przecież nikt nie jest idealny. Dostałem piękny (smaczny) prezent - kość. Myślałem sobie ją zostawić na później, ale... pożarłem całą. Poznałem fajną dziewczynę - Marcelinkę. Ma dopiero 1,5 roku ale szybko się nauczyła jak mam na imię i cały wieczór chodziła za mną i wołała „Tooooofiiiiikkk” :).

Po takiej kolacji, prezentach obżarstwie zasnąłem Pańci na kolanach. Podobno chrapałem ;)

Nowa strona Tofika :)

No w końcu doczekałem się nowej strony. Wreszcie wygodnie będzie mi się pisało. Zagnałem Pańcię do roboty NO I JEST :). Jest jeszcze wiele niedoróbek - no cóż, już złożyłem reklamacje do Pańci, ma poprawić. Obiecała. Więc czekam. I jak wam się nowa wersja podoba?

No trochę zabyłem..

Okazało się, że Pańcia wybudziła mnie ze snu zimowego dużo później niż zamówiłem. No i nieco zabyłem bloga. Już jest maj! W sumie co z tego, skoro jest tak zimno jakby nadal był głęboki styczeń. Ani wygrzewać się w słonku ani posiedzieć w ogrodzie. Zima mili państwo – nadal mroźna zima. Jedyne zajęcie to wiosnne kopanie grządek. Jak co roku schemat ten sam – ja kopię, potem Pańcia wrzeszczy, że niszczę rabatki, potem zamach miotłą i mój piekący tyłek. Ot, wiosenny standardzik. Zmianą jest to, że odchudziłem się pięknie i znowu jestem osiedlowym macho. Żeby nie było, Pańcia też zrzuciła naście kilogramów i już się nie wstydzę z nią na to osiedle wyjść :). No dobra, dobra to taka wiosenna złośliwostka :).

Koszmar o świcie

Spałem sobie smacznie. Jak zwykle najlepsza pora na spanie jest tuż nad ranem. Przebudziłem się i zobaczyłem nad sobą Pańcię. W pełni ubraną i gotową do wyjścia. Kochana, chyba coś Ci się pomyliło, patrzyłaś na zegarek? Jest środek nocy – 8.00 rano. Przeciągnąłem się i odwróciłem na drugi bok. Jakież było moje zdziwienie, gdy Pańcia zerwała kocyk, wytargała mnie z pontonu i zaproponowała spacer. Zupełnie oszalała. Nie dość, że noc, to jeszcze straszne zimno i mróz. Choć może w tym szaleństwie jest metoda. I całkiem bezmyślnie... zgodziłem się.

Tofik w trawieTofik na zimowym spacerzePańcia wpakowała mnie do auta i wywiozła na zabitą dechami wiochę. Po horyzont nic tylko zaśnieżone pola. A miało być romantycznie... Chciałem wrócić do domu, ale Pańcia bezceremonialnie zaciągnęła mnie w pola. Obrażony człapałem łapa za łapą i utyskiwałem na cały świat. Pańcia wprowadziła mnie w oszronione trawy i radośnie robiła zdjęcia. Łaziliśmy tak dobrą godzinę. Miałem już dość wszystkiego i w końcu zaprotestowałem. Pańcia się ugięła i wróciliśmy do domu. O nie, nigdy się już nie dam namówić na spacer o tak nieludzkiej, przepraszam – psiowo-bulterierowej godzinie.

Studio fotograficzne Pańci

Tofik pozuje W końcu jestem prawdziwą gwiazdą paparazzi – prawdziwe flesze, lampy, profesjonalne tła fotograficzne. No i JA – Mistrz Ceremonii. Leżę, siedzę, pozuję i wyginam swoje wdzięki w każdą stronę, żeby zdjęcia wyszły jak najlepiej. Pańcia szaleje z drugiej strony aparatu. Potem zdjęcia oglądamy w komputerze. To nie, bo uśmiech nie taki, tamto nie, bo łapę trochę krzywo trzymam. TofikJest trochę fotek z których jestem zadowolony. Tylko mi Pańciu wyretuszuj okruszki przy pysku, bo sobie dogadzałem bułką między sesjami. Ech, cudowne jest życie modela, choć Pańcia czasem się darła, że nie tak pozuję, jak ona chce. To informuję Panią Pańcię, że jestem gwiazdą, prawdziwą gwiazdą, często zblazowaną i to ja, bulterier Księciunio Tofik dyktuję warunki na jakich występuję w Twoich sesjach fotograficznych. No chyba, że masz pyszną bułkę w ręce – to wtedy jestem przekupną gwiazdą...

Odwiedziny

Ło matko! To już kolejny rok! W ferworze walki nie zauważyłem, że przeskoczyło na 2011. A więc (bulterierom wolno zaczynać zdanie od „a więc”) życzę wszystkim dużo kości w miskach, drapania po brzuszkach i wygodnych kanap na których wolno leżakować :).

Portret TofikaPańcia wprowadziła reżim pokarmowy i schudłem kilka kilogramów. Boki mi się zapadły i już nie wyglądam jak maczo. Ech, ciężkie jest życie przy Pańci. Na szczęście stara się jakoś łagodzić mi ból wymuszonego chudnięcia spotkaniami, wywiadami, wycieczkami. Ostatnio byliśmy na proszonej kolacji u sympatycznej Dody i elokwentnej Pigułki. W dowód uznania dla mojej osoby podarowały mi mój portret. Muszę powiedzieć, że piękny.

Pańcia przywiozła do panien mój ponton i koce. Tofik na łóżkuKiedy zobaczyłem skórzaną kanapę to olałem ponton i władowałem się prosto na nią. Nikt mnie tego nie uczył, ale wyszło mi tak, jakbym to robił całe życie. Wygodnie przespałem całą noc. Musiałem co prawda przesunąć Paciostwo, bo się strasznie rozpychali. Rano było śniadanko a potem spacer.

Niestety w domu nieopacznie spóbowałem wejść na kanapę. Była szmata, piekący tyłek i wrzask Pańci, czyli wszystko wróciło do normy. A miało być tak pięknie...

Tofik pisze w blogu

Zimno i sól
poniedziałek, 13 lutego 2012
No to są chyba jakieś jaja. Mróz taki, że ogon się prostuje. Wyjście na przysłowiowe siku to
Spadł śnieg
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Każdy ma swoje wyobrażenie o zimie. Ja, na przykład, lubię troszkę śniegu, żeby można było
Żeby Cię było lepiej słyszeć
sobota, 07 stycznia 2012
Uwielbiam swoje pontoniki i kocyki. Spędzam na nich mnóstwo czasu w zależności od potrzeb na prawym